poniedziałek, 15 września 2014

Początki


Odkąd pamiętam, zawsze było coś.
A to, za chuda a to za brzydka.
Zawsze byłam zakompleksioną i zamkniętą w sobie nastolatką. Zawsze koleżanki z klasy były a to ładniejsze a to fajniejsze. Nie miałam zbyt wielu przyjaciół i znajomych. W tamtych czasach, a były to lata 90-te słuchałam jakiegoś marnego popu w stylu Backstreet Boys. Straszna chała, ale wtedy byli super, a moje ściany wyglądały jakby były oklejone dziwną fototapetą.
Jednak zanim dojdę do lat 90-tych, muszę wspomnieć o mojej pierwszej "wielkiej" miłości.
Miałam 5 lat, a on miał na imię Piotrek. Najsłodszy chłopczyk w całym przedszkolu. Blondynek, niebieskie oczka i śliczny, rozbrajający uśmiech jak u księcia.
Siadaliśmy razem na obiadach, trzymaliśmy się za rączki, ciągał mnie za włosy.....a ja byłam najszczęśliwszą dziewczynką na Świecie. Do czasu......gdy któregoś słonecznego dnia (powiedzmy, że to był czwartek...czwartki zawsze były dla mnie pechowe) bawiąc się z koleżankami w przedszkolnej sali, usłyszałam za sobą "TO ONA!". Gdy się odwróciłam, żeby sprawdzić co się stało, wszyscy wzrok mięli skierowany na mnie i patrzyli wrogo. Podeszła do mnie nauczycielka i spytała "to ty uderzyłaś Piotrusia?". Co? Ja? Piotrusia? Uderzyć? Ale czym? Jak? ALE O CO CHODZI?
Okazało się, że ktoś uderzył go w kark drewnianym wałkiem "niby do ciasta", którym zazwyczaj bawiły się dziewczynki bawiąc się w dom i symulując pieczenie ciasta.  Nie ja go uderzyłam (tak naprawdę nikogo nigdy nie biłam, byłam raczej spokojnym i radosnym dzieckiem). Musiałam go przeprosić, znieść wzrok zawodu mojej matki gdy przyszła zabrać mnie z przedszkola i zanieść Piotrusiowi czekoladę do domu , przepraszając go tym samym(był rok 1989 - nie było łatwe zdobycie wtedy czekolady).
To był koniec mojej pierwszej mojej pierwszej, wielkiej miłości. Oczywiście jak wszystkie kłamstwa i to prędzej czy później i to czekała konfrontacja z prawdą.
Wiele lat później, gdy już byłam w 7 klasie (1996 rok), moja koleżanka (a obecnie córka radnego) przyznała mi się, że to ona uderzyła wtedy Piotrusia. Bała się przyznać. Nie usłyszałam przeprosin za to, że przez nią doznałam fałszywego oskarżenia. Nie zwrócono mi też czekolady.

Co do nadinterpretacji...

Na początku chciałabym zaznaczyć, że wszystkie opisane tu postaci i historie są fikcyjne i nie należy odnosić ich do mojego życia lub życia bliskich mi osób.